17.12.05

Skandal w Korei

Koreański genetyk Woo Suk Hwang (obok na zdjęciu) jest podejrzany o sfabrykowanie wyników swoich badań. - Nikogo nie okłamałem - powiedział wczoraj na specjalnie zorganizowanej konferencji. Wszystko wskazuje na to, że koreański bohater narodowy - twórca pierwszego ludzkiego klonu - okryje się niesławą. Jego jedyną szansą jest poddanie swoich prac naukowej lustracji przez międzynarodowy zespół uczonych.

Trzy tygodnie temu Hwang przyznał się, że badania nad komórkami macierzystymi pochodzącymi od sklonowanych zarodków mają etyczne uchybienia. Chodziło o pobieranie komórek jajowych niezbędnych do wykonania doświadczeń. Miały je podarować ochotniczki dla dobra nauki. Tymczasem okazało się, że za komórki jajowe płacono, a część kobiet wcale nie była ochotniczkami, tylko pracownicami Hwanga.

Niezależnie od tego, jak niemoralne było zachowanie uczonego, nikt nie kwestionował merytorycznej wartości ich odkryć. Na początku tego tygodnia uczony wyszedł ze szpitala, w którym odchorowywał trudy ostatnich tygodni i miał wrócić na rodzimy uniwersytet w Seulu. Jednak od wtorku posypał się na niego grad kolejnych zarzutów. Amerykanin Gerald Schatten, dawny przyjaciel Hwanga i współautor pracy opublikowanej w "Science", zażądał od naczelnego pisma wycofania z publikacji swojego nazwiska. - Mam poważne przesłanki, by nie wierzyć w prawdziwość tej pracy - pisał Schatten w uzasadnieniu swej decyzji. Tego samego dnia tygodnik otrzymał list od ośmiu czołowych naukowców zajmujących się klonowaniem. Zarzuty wobec pana Hwanga powinno zweryfikować środowisko naukowców, a nie media - napisał w liście Ian Wilmut, twórca słynnej owieczki Dolly. W 1998 roku, kiedy sklonowaliśmy pierwszego ssaka, też zarzucano mi oszustwo. W takiej sytuacji jednym wyjściem jest pozwolenie innym naukowcom na ocenę swojej pracy. Naszym zadaniem Hwang powinien zrobić to samo. Im szybciej, tym lepiej - wyjaśniał Wilmut. Koreańczyk jeszcze niedawno nie palił się do takiej weryfikacji, ale w obliczu ostatnich wydarzeń zmienił zdanie.

W czwartek nóż w plecy wbił Hwangowi jego najbliższy współpracownik Roh Sung Il, szef kliniki pobierającej jajeczka od kobiet. - Kiedy odwiedziłem Hwanga w szpitalu, przyznał się, że część wyników pracy została sfabrykowana - mówił w koreańskiej stacji MBC. - Dziewięć z 11 linii komórkowych wyprowadzonych ze sklonowanych zarodków nie jest prawdziwymi klonami, a autentyczność pozostałych też jest wątpliwa - mówił Sung Il. Zrezygnowanym dotychczas Hwangiem wstrząsnęło. - To nieprawda - denerwował się podczas wczorajszej konferencji prasowej. - Sześciu ludzi pracowało nad tworzeniem tych komórek i każdy z nich potwierdzi moje słowa - mówił Koreańczyk. - Poza tym mamy dokładną dokumentację i zdjęcia z postępów badań. Aby zdementować te pomówienia, rozpoczęliśmy procedurę rozmrażania części komórek. Będą gotowe do naukowego śledztwa w ciągu najbliższych dziesięciu dni. Zwracam jednak uwagę, że linie komórkowe wyglądają tak, jakby ktoś przy nich majstrował lub nawet je podmienił. Są bardzo zanieczyszczone grzybami - zaznaczył Hwang.

Źródło: Gazeta Wyborcza
Prześlij komentarz