23.5.08

Narodziny supernowej


Satelita Swift przypadkiem zarejestrował pięciominutowy błysk promieni Roentgena w galaktyce NGC 2770. W najnowszym "Nature" astronomowie twierdzą, że po raz pierwszy byli świadkami początków potężnej eksplozji tzw. supernowej, która rozerwała dużą gwiazdę na strzępy.

Takie katastrofy są obserwowane w teleskopach codziennie, zdarzają się w każdej galaktyce. Dzięki nim cięższe pierwiastki, takie jak tlen, węgiel czy żelazo, których synteza zachodzi we wnętrzach gwiazd, są rozsiewane po całym kosmosie i mogły stać się tworzywem planet i życia na Ziemi. Dotychczas jednak teleskopy dostrzegały blask tych eksplozji w godziny, a nawet całe dni po zapłonie, kiedy radioaktywne pierwiastki rozgrzały i rozświetliły chmurę szczątków gwiazdy.

Początek wybuchu jest ciemny - zaczyna się głęboko w gwieździe po wygaśnięciu w jej centrum jądrowego pieca. Nagle spada ciśnienie i cała gwiazda gwałtownie się zapada. W samym środku część materii zostaje ściśnięta w małą i niezwykle gęstą gwiazdę neutronową. Reszta spadającego gazu odbija się od jej twardej powierzchni i z ogromną energią odrzucana jest z powrotem na zewnątrz. Błysk rentgenowski następuje w sekundy potem, kiedy fala eksplozji dotrze do powierzchni gwiazdy.

Przewidywała go teoria i symulacje komputerowe, ale do tej pory nikt go jeszcze nie zarejestrował. Swift miał szczęście, bo jego przyrządy akurat śledziły w tej samej galaktyce inną supernową, która wybuchła tam wcześniej. Dopiero dwie godziny po błysku promieni X w miejscu eksplozji pojawiła się ultrafioletowa poświata, a później jasna kula ognia sfotografowana już przez liczne zaalarmowane obserwatoria, m.in. teleskop Hubble'a.
Źródło: Gazeta Wyborcza
Prześlij komentarz