W Warszawie jest godzina...

9.7.17

Prowokacja stulecia


Przyznaję: dałem się nabrać. Na swoje usprawiedliwienie mam to tylko, że zapewne wraz z milionami innych ludzi. Oto dość przerażający na pierwszy rzut oka holenderski spektakl telewizyjny – z gatunku reality show – okazał się mistyfikacją. Oto garść szczegółów, podawana za PAP:

Choć oczekujący na organy uczestnicy są rzeczywiście chorzy, wiedzieli, że dawczyni jest aktorką - poinformował prezenter programu podczas jego emisji w piątkowy wieczór.
Cierpiąca na raka mózgu 37-letnia Liza miała w trakcie programu podjąć decyzję, której z trzech ciężko chorych osób uratować życie. Przy wyborze kierować się miała życiorysami kandydatów, rozmowami z nimi oraz ich rodzinami, a także nadsyłanymi w SMS-ach poradami telewidzów.
Pod koniec programu prezenter Patrick Lodiers ujawnił, że była to jedynie wyreżyserowana mistyfikacja. Liza w rzeczywistości jest aktorką, natomiast pozostali uczestnicy faktycznie są chorzy, jednak świadomie zgodzili się na udział w show.
Ich życie jest gorzką rzeczywistością - powiedział Lodiers o uczestnikach programu.Według publicznej telewizji BNN, w której zrodziła się koncepcja tego programu, miał on zwrócić uwagę na coraz większy niedobór organów do przeszczepów i wydłużającą się w związku z tym listę oczekujących na operacje.Jeszcze przed emisją audycja wzbudziła gorące emocje zarówno w Holandii jak i poza jej granicami. Holenderski rząd oraz jego szef Jan Peter Balkenende uznali, że przedsięwzięcie jest nieetyczne i zaszkodzi zarówno transplantologii jak i wizerunkowi kraju za granicą. Rzeczywiście, program wywołał falę krytyki również daleko poza granicami Holandii. Jak podało na stronie internetowej holenderskie MSZ, ambasady tego kraju otrzymywały wiele skarg od osób deklarujących, że są zszokowane formułą programu. Niemiecki dziennik "Frankfurte Allgemeine Zeitung" napisał wprost, że "tylko Holandia mogła stworzyć takie show".
Jednak opinia publiczna była podzielona. Jedni sądzili, że decydując się na takie widowisko, telewizja BNN przekroczyła granice dobrego smaku. Inni jednak kontrargumentowali, że choć forma programu pozostawia wiele do życzenia, jego cel jest szczytny.Dyrektor holenderskiego Instytutu Nerek Paul Beerkens oznajmił, że audycja będzie skutecznym sposobem wywołania publicznej debaty nad brakiem organów do przeszczepów. Już po emisji widowiska holenderski minister edukacji Ronald Plasterk ocenił, że był to niezwykle inteligentny sposób na zwrócenie uwagi społeczeństwa na niedobór organów.Autorzy programu przeprosili publiczność za kontrowersje i wyrazili nadzieje, że frustracja którą wywołali zostanie przekuta w gniew z powodu tragicznej sytuacji osób oczekujących na transplantacje.

 

Prześlij komentarz