Po jej skończeniu wraz ze zmianą warunków życia, w kulturze pojawiły się takie pojęcia jak władza i bogactwo - typowo męskie atrybuty, a oznaką zamożności stała się liczba posiadanych dzieci. W ten sposób kobiety zostały przekształcone w chodzące inkubatory.
REKLAMA Czytaj dalej
Jak czytamy w "Dzienniku" istnieją "samolubne chromosomy Y", które są w stanie zakłócić normalną równowagę pomiędzy liczbą rodzących się w danej rodzinie chłopców i dziewczynek. Teoria ta pokrywa się z tym, co każdy z nas miał okazję zaobserwować wśród znajomych - są takie stadła, w których rodzą się tylko chłopcy. Tendencja ta może być dziedziczna. Gazeta podaje przykłady rodu w którym na 35 dzieci urodziło się 33 chłopców, a z drugiej strony rodziny w której w przeciągu kilku pokoleń przyszło na świat 78 dziewczynek i ani jeden chłopak.
Jak konkluduje z pewnym smutkiem prof. Sykes wojna płci jest przez chromosom Y przegrana. Nie tylko zagrażają mu mutacje, ale również stres oraz dziesiątki różnego rodzaju chemikaliów zanieczyszczających środowisko, które wpływają na jakość męskiego nasienia. W rezultacie za 125 tys. lat chromosom Y zostanie tylko wspomnieniem - czytamy w "Dzienniku".
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz